Dzisiaj bohaterem będzie Hakan, który języka polskiego nauczył się w Turcji, a Herberta tłumaczył na turecki już w Polsce. Do tego brzdąkał na gitarze basowej, aż miło. Czasami tylko szukał "dźwięku idealnego" przy czym zapuszczał się w takie rejestry dźwięków, że byłem w stanie zakładać się u bukmachera, że "idealnego" to on tam nie znajdzie.
Ponieważ polska jajecznica zrobiła na nim wielkie wrażenie, postanowił ją zagrać na gitarze. Poniżej można zobaczyć, co z tego wyszło:
Wiadomo, że jajecznica to dopiero początek. Trudno przebywając dłużej w Toruniu nie spróbować piernika. Można też spełnić swoje piernikowe marzenia:
Podjedliśmy, to teraz coś dla ucha. Hakana udało mi się chyba trochę zarazić muzyką, której sam słucham. Między innymi grupą Skalpel, która moim zdaniem powinna być wymieniana przez każdego muzycznie pełnosprawnego Polaka jednym tchem razem z ikonami polskiej muzyki.
Nasz eksportowy duet z legendarnej stajni Ninja Tune przypadł do gustu również Hakanowi, który inspirował się kapitalnym utworem 'Sculpture':
Od kilku dni męczy mnie balonik, który nadmuchiwany jest tchem ludzi światowych, podążających za nowoczesnością. Każda z tych osób dmucha równo - HA - w takt, jakby wypowiadając - LLO - pozornie nic nie znaczące głoski - WEEN - aż balonik zaczną widzieć wszyscy.Więcej nie chcę mówić, bo szkoda czasu na coś, co jest bezużyteczne.
Zaduszki jazzowe
W moim odczuciu tradycją godną odnotowania, nie licząc spraw duchowych, jest jazzowanie. Tradycja jazzowych Zaduszek jest w Polsce bardzo bogata i sięga lat 50 poprzedniego wieku. Dlaczego Zaduszki? Jest to jeden z kilku okresów w roku, kiedy przyjeżdża się do rodzinnego miasta, spotyka się ze znajomymi i jest okazja do wspólnego grania. Ten prozaiczny powód i regularność muzycznych spotkań przyjęła się w naszym kraju bardzo dobrze i jest kultywowana od lat w wielu miejscach. W tym czasie odbywają się również msze jazzowe w intencji zmarłych muzyków a w kościele rozbrzmiewają dźwięki melancholijnego jazzu.
Ja w tym roku również wspominam zmarłego kilka lat temu świetnego basistę - Steve'a Logana. Informacja o śmierci dotarła do mnie dopiero po kilku latach, co wprawiło mnie w osłupienie, bo pomimo doskonałego dostępu do źródeł informacji, ta informacja do mnie nie doszła. Logan był cenionym na świecie muzykiem, grał między innymi w zespołach Arethy Franklin, czy Johna Scofielda.
Z Loganem zetknąłem się podczas międzynarodowej trasy zespołu Walk Away (K. Zawadzki, D. Szabo, S. Logan, E. Marienthal, M. Birta), w ramach której gościli w Toruniu. Kapitalny koncert zmusił mnie wręcz do zdobycia autografów na płycie F/X, która swego czasu została nominowana do jazzowej płyty roku 1995 w konkursie Fryderyków. Niestety był to jeden z ostaniach autografów Logana. Kilka miesięcy po tym koncercie zmarł w swoim mieszkaniu w Krakowie.
Przy okazji czasu zadumy warto pomyśleć o artystach, których już dzisiaj z nami nie ma.
Jest rok 2000. Richard Melville Hall, prywatnie miłośnik i obrońca zwierząt oraz zadeklarowany weganin, który jest przy okazji bardzo uzdolnionym muzykiem, nagrywa muzykę pod pseudonimem Moby, wydaje singiel "Natural blues". Piosenka szybko zyskuje dużą popularność na całym świecie i jest bardzo chętnie grana przez radia i telewizje.
Na brytyjskiej liście przebojów znajduje się na 11 miejscu, a teledysk, w którym Moby wcielił się w samego siebie kilkadziesiąt lat później, wygrywa w konkursie MTV Music Awards w kategorii najlepszy teledysk roku.
Charakterystycznym elementem utworu jest niezwykły głos, jakby nie z tego świata. Jego właścicielką jest Vera Hall, którą można zobaczyć na zdjęciu niżej.
Hall zmarła w roku 1964, więc nie miała okazji zobaczyć tego, co z jej głosem zrobił Moby i jak wielkim sukcesem okazał się jej hit "Trouble so hard" z roku 1937!
Na YouTube można odnaleźć zapis śpiewu Very Hall, który brzmi dla mnie bardzo imponująco.
Mimo, iż regularność mojego pisania na blogu dobrze przybliża liczba 0, to jednak nie chcę się tak szybko poddać. Czym jednak podkupić czytelników i słuchaczy, jeśli nie cukierkami. Co prawda nie są to cukierki typu 'handmade', ale jednak oryginalne, prosto z importu.
Na początek Finlandia i mój najulubieńsza fińska grupa Flunk z fantastyczną Anją na wokalu. Miałem tę niezwykłą przyjemność być na ich pierwszym koncercie w Polsce w ramach nieistniejącego już chyba festiwalu Lo-Fi Festival w Bydgoszczy, z którego filmy (niestety tragicznej jakości z racji słabego sprzętu i jeszcze słabszej akustyki hali sportowej) można znaleźć na YouTube do dziś. Zaprezentuję dwa fantastyczne utwory: Miss world (z płyty For sleepyheads only) i Speedskating (z płyty This is what you get).
Stany Zjednoczone będą się zapewne przewijały w cyklu wielokrotnie, ale nie sposób pominąć wiele bardzo ciekawych formacji. Dzisiaj będzie człowiek, który raczej nie wygląda na Amerykanina, ale podobno urodził się w Los Angeles. Nosaj Thing jest muzykiem uprawiającym szeroko rozumianą elektronikę. Charakteryzuje się niezwykłym jak na ten rodzaj muzyki wyczuciem delikatnych melodii. Zobaczcie z resztą sami.
Na koniec mój faworyt z Kamerunu, którego miałem zaszczyt posłuchać na kolejnym koncercie w ramach festiwalu Solidarity of Arts w Gdańsku. Richard Bona (na zdjęciu u góry) jest fantastycznym basistą i wokalistą jazzowym, który do swojej muzyki potrafi wnieść słońce i kolory Afryki.
Sierpień za nami, więc w miarę swobodnie mogę wypowiedzieć pseudonim artysty, który dzieli Polaków na dwie części - euforycznie zasłuchanych i rozmodlonych z rozgrzanymi w dłoniach różańcami.
Wydaje mi się, że na hasło "twórczość Madonny" najbardziej popularną odpowiedzią nie będzie mimo wszystko "miała fajną kołysankę". A jednak chciałbym dzisiaj przypomnieć kołysankę o wdzięcznym tytule "Dear Jessie", która jest prezentem dla córeczki Partricka Leonarda, twórcy zananych utworów Madonny (Like a Prayer, Ray of Light ). Zapraszam do posłuchania i obejrzenia ciekawego teledysku:
Zaledwie 3 lata po ukazaniu się singla "Dear Jessie", niemiecka fanka jazdy na rolkach, niejaka Nicole Safft wydała singiel zawierający główny motyw kołysanki utrzymamy w stylistyce "techno". Rollergirl, bo o niej mowa, sprytnie znalazła motyw rolek w tym utworze i cudownie udało się jej połączyć fantazyjne opisy z tekstu kołysanki z alkoholową imprezą na rolkach z obowiązkowymi czułościami w toalecie.
Dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć ten iście cyrkowy wyczyn sprzed 13 lat, zamieszczam klip i życzę przyjemności :)
Żeby pozostać w klimacie przypomnę znany sprzed kilku ładnych już lat hit, do którego czasem lubię sobie sentymentalnie wrócić. Crying at the discoteque jest bodaj jedynym utworem autorstwa uroczo prezentującej się na scenie grupy Alcazar, na który zwróciłem uwagę, nie mniej jednak wystarczyło, żebym ich polubił.
Jak się okazuje pomysł na piosenkę nie był nowy, ponieważ niejaka Sheila już w roku 1979 wylądowała z uderzająco podobnym utworem na wysokich miejscach brytyjskiej listy przebojów. Jaki był pierwowzór hitu lat dwutysięcznych?
Przed Państwem Sheila And B. Devotion w utworze Spacer.
Ty też przełączasz reklamy? Ja znalazłem przynajmniej dwa powody, dla których warto jednak ich nie przełączać. Oto one:
Powód #1
Powód #2
Każdy z tych powodów sprowadza się właściwie do jednego argumentu - film jest prawdziwym małym dziełem sztuki. Dobra muzyka, ciekawe ujęcia i wszechobecne piękno. Ciekawe czy na Was też zrobiło to takie wrażenie.
Ależ niespodzianka! Jakimś cudem ominęła mnie informacja o tym, że zapowiadany na listopad koncert szwedzkiej grupy Little Dragon. Ale w końcu od czego jest poczciwe Radio Horyzont ?! :-) Bilety udało mi się jeszcze kupić, choć zostało dołożonych tylko sto do puli sprzed kilku miesięcy. Oprócz Warszawy (Fabryka Trzciny) zagrają również w Poznaniu i Wrocławiu, więc warto pomyśleć, czy nie dostać się tam rzutem na taśmę.
Witajcie po dłuższej przerwie. Od kilkunastu dni śpię w innym miejscu [nie, nie pod mostem ;)], ale również napawam się nowiuśkim internetem, dzięki czemu mogę swobodniej popisać.
Pomyślałem, że warto będzie co jakiś czas pokazać kawałek muzyki z różnych krajów, ale takiej, która jest naprawdę ciekawa i warta być może dalszych poszukiwań w tym kierunku. Dzisiaj będzie zupełnie osobiście. Cukierki są prezentami od osób, które miałem przyjemność poznać oraz posłuchać, co im w duszy gra.
Rosja [podziękowania dla Antona]
Folk w bardzo dobrym i nowoczesnym wykonaniu. Polecam przesłuchać inne kawałki (jeden z moich najulubieńszych, to Велик день), bo cała płyta jest na bardzo dobrym poziomie
Turcja [dzięki Hakanowi]
W Turcji też można znaleźć coś ciekawego! Podrzucę dwa tematy - jeden bardziej europejsowaty, drugi mniej. Dla porządku podam je w odwrotnej kolejności ;)
No i czas na moją faworytkę - turecka Britney Spears, czyli Pamela Spence (kurcze, na prawdę brzmi to podobnie).
Cypr [od Petrosa przez Asię]
Na koniec, żeby dać odpocząć wyrywającym się nogom, coś lirycznego...
Miłej soboty!
PS. Pozdrowienia dla czytających i pokazujących, że rankingi czytelnictwa w Polsce są mocno niedoszacowane ;) Następnym razem postaram się, aby było troszkę więcej do poczytania.
Długo mi się nic nie pisało. Ale tak to jest, jak się zbliża świąteczny koniec roku. Jeżeli to, co zamierzam za chwilę pokazać chociaż dla jednej osoby stanowić będzie w jakiejś mierze prezent, to będę z siebie bardzo dumny. Nawet jeśli to się nie uda, to retro-kwiatki obok będą się nieźle prezentowały w linku na facebooku ;-)
Chciałbym przybliżyć prawie nikomu nie znany, choć znakomity zespół (choć chyba to nie jest dobre słowo).
Panie i panowie, przed państwem - Cloud.
Czym wyróżnia się ten projekt, że chcę o nim napisać w osobnym poście? Chyba tym, że nie wiem o nim kompletnie nic poza tym, że w 2005 roku wydali kapitalną płytę pt. "Adventure". Nie mam więc pojęcia czy muzykę tworzył domorosły dyskdżokej, wykształceni muzycy, czy klub seniora.
Nie ważne, posłuchajcie, jak zaczyna się płyta:
a zaraz potem...
Nie wiem jak Was, ale mnie ujęła prostota i czystość tej muzyki. Słuchanie jej to na prawdę fantastyczna muzyczna przygoda. A jeśli to był rzeczywiście klub seniora, to ja już chcę być seniorem i odstawiać takie numery:
Bardzo lubię kiedy płyta ma swój niepowtarzalny charakter, który budują wszystkie utwory. Płyta Adventure jest na pewno świetnym tego przykładem. Mam jeszcze kilka takich w zanadrzu i nie zawaham się ich użyć, jak mawiał sławny osioł.
A tymczasem pora kończyć, a nawet zakończenie jest piękne - Bye bye:
Nie wiem jak Wy, ale ja często zastanawiałem się, co tak na prawdę króluje na światowych listach przebojów. Oczywiście nie chodzi mi o środek Europy i USA, tylko o te pozostałe rejony, w których też chyba może być ciekawie. I choć audycje Siesta Marcina Kydryńskiego (z radiowej Trójki) mogą przynieść kilka tropów do własnych poszukiwań, to jednak są mocno uzależnione po pierwsze od gustu prowadzącego, a po drugie od tego, czy udało mu się trafić na ciekawego wykonawcę.
Znakomitym źródłem pozwalającym zaspokoić taką muzyczna ciekawość jest kanał telewizyjny National Geo Music, który słusznie kojarzy się z National Geographic. Można w nim odnaleźć sporo muzyki afrykańskiej i latynoamerykańskiej. Choć nie mam na co dzień dostępu do niego, to kiedy tylko mam możliwość z radością i z pewnym podekscytowaniem oczekuję muzycznych informacji na temat tego co króluje na na przykład nigerskich listach przebojów. Żeby nie być gołosłownym oto, co wykopałem prosto z Nigerii:
Swoją drogą, ciekawe, która z polskich radiostacji lub telewizji w dobrym czasie antenowym pozwoliłaby sobie na tak długi kawałek.. No cóż, ale przynajmniej ja mogę sobie pozwolić ;-)
Czyżby z tego co napisałem powyżej wynikało, że amerykańska muzyka to tandeta? Mam nadzieję, że nie. Jako to już bywa w matematyce, dobrze jest czasem coś uzasadnić, dlatego na dowód polecę bardzo ciekawą moim zdaniem akademicką radiostację prosto ze Seattle w stanie Waszyngton - KEXP (http://kexp.org/Default.aspx). Dobrze się tak upewnić, że nie wszystko w Ameryce kręci się wokół Lady Gagi i innych muppetów z MTV.
Miło będzie zakończyć jakimś kawałkiem, więc podsyłam fajne, amerykańskie znalezisko prosto z KEXP, czyli Blitzen Trapper:
Po kilku próbach, modyfikacjach, w końcu jest. Mój blog – nie wiem czy ciekawy, ale na pewno prosty. Sam jeszcze nie wiem co tu się dokładnie będzie działo. Postaram się jednak, żeby było ciekawie, ale nie na tyle, żeby sąsiedzi musieli wzywać policję ;)